Potem wybraliśmy się z Dorotką na rocznicową wycieczkę do Pragi, byliśmy tam razem w sumie dwa razy, za drugi przelatując tanio samolotem.
Czy coś się zmieniło? Chyba tak. Łatwiej nam teraz ze sobą. Chyba nie ma tylu uprzedzeń. Polubiłem bardzo Jaromira Nohavicę, obejrzeliśmy kilka dobrych czeskich filmów. Kawa w czeskiej kawiarni smakuje tak jak w polskiej:
Jedyny problem to taki, że osię rozbolała głowa po zjedzeniu w KFC ot Shotsów. Staraliśmy się bardzo znaleźć jakieś bardziej miejscowe jedzenie, ale poza:
nie udało się znaleźć żadnej restauracji, która serwowałaby jedzenie na wolnym powietrzu. MacDonalds jak wszędzie, KFC jak wszędzie, może tylko taka rożnica, na którą Tosia zwróciła uwagę, że Mac Flary w Liberecu jest rownież z Lentilkami, a na stacji benzynowej nie ma M&Msów. Są za to napoje o jakich nam się nie śniło. Na przykład zielona herbata z limonką. Jak dotąd nie udalo mi sie jednak trafić na podłużne jajko, które kiedyś będąc na koloniach w latach siedemdziesiątych widziałem w supermarkecie u "Zeny za ladou" . Ładnie zrolowane jajko długości około 20 cm z żółtkiem w środku. Nie, wtedy nie jadłem, ale zapamiętałem. Słuchaliśmy podczas podróży czeskiego radia i to co zwrociło moja uwagę to bardzo często powtarzane "Jiżisz Maria". Wiem, że naród czeski nie jest zbyt pobożny, a tu masz... Pod pewnymi względami nie dogonimy naszych sąsiadów. Oto jak wyglądają u nich przystanki autobusowe, zwane "Zastawka":
Ale nie wszystkie, nie wszytskie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz